Podsumowanko i przemyślenia na 2026
- Marcin Zygmunt
- 13 sty
- 3 minut(y) czytania
Czym był 2025?
Miniony rok był… gęsty. Tak chyba mogę to określić najlepiej. Zarówno od strony prywatnej, jak i zawodowej. Nie może być inaczej, gdy jesteś aspirującym fotografem i generalistą CGI, jednocześnie będąc osobą zarządzającą marketingiem i procesami marketingowymi w firmach produkcyjnych w dosyć specyficznych i wyspecjalizowanych branżach. Jednocześnie nie jestem już 20-kilku letnim chopokiem, co sobie może fruwać po błękitnych przestworzach, bez zwracania uwagi na to co robię, jak robię i gdzie upycham czas – jest życie prywatne, rodzina, bajtel, czy przyjaźnie które wypadałoby pielęgnować (o co dosyć ciężko przy moim stylu życia, charakterze i w dodatku grubo po trzydziestce).

Przede wszystkim w tym roku, mimo wielu ograniczeń, starałem się pouzupełniać nieco braki sprzętowe oraz pójść dalej w kwestiach portretów i obróbki. Więcej pracy z ludźmi, więcej celowości, więcej ‘zamiaru’ w samej fotografii. Raz wychodziło lepiej raz gorzej – jest kilka sesji, z których jestem prawdziwie zadowolony, a było parę takich, gdzie jednak mój brak doświadczenia dał mi twardo w gębę. Ale takie coś też jest ważne, nie ma chyba nic gorszego niż przeświadczenie o swojej świetności tylko po to, żeby w najmniej odpowiednim momencie dokonano na nas twardej weryfikacji w najmniej odpowiednim momencie.
To jest chyba jedna z ‘esencji’ tego roku: pracuję nad zrozumieniem swoich ograniczeń i staram się je powoli eliminować (lub przynajmniej zmniejszać, czy obchodzić). Nadal nie czuję, że chciałbym się zamknąć w jakichś ciasnych ramach konkretnej dziedziny fotografii i prawdopodobnie nigdy nie będę chciał tego zrobić, ale coraz mocniej rozumiem różne zagadnienia, a dzięki temu mogę być lepszym partnerem do stworzenia czegoś nietuzinkowego.

Same mądrale
Niestety ma to również drugą stronę. ‘Soszjale’ z każdej strony atakują mnie różnymi guru fotografii. A jest to ciekawa przypadłość. Bo tak – mamy z jednej strony kursy np. od Projektu Fotografia, gdzie naprawdę udzieliło się sporo ciekawych osób z dużym doświadczeniem, gdzie można z grubsza założyć, że są to ludzie chcący nam rzeczywiście coś pokazać i przekazać, a przede wszystkim mający doświadczenie i ‘blizny’, aby móc wypowiadać się ex cathedra. Mamy też kursy oferowane przez różnych fotografów na ich stronach i dosyć często one również mogą być wartościowe – łatwo będzie to ocenić po portfolio.

Ale niestety – mamy też grupę trzecią. Loud, proud & obnoxious. Krzykliwe reklamy atakujące nas co chwilę na facebooku, Instagramie i Tik Toku. W stylu „robisz zdjęcia ale ci nie wychodzą, a chciałbyś robić TAKIE ZDJĘCIA?!” <tu wstaw bardzo średniawą fotkę z bardzo średniawą obróbką, której osobiście nie uznał(a)byś za żaden powód do dumy>.
I tak się zastanawiasz: ilu ludzi się na to łapie? To po pierwsze. Ale po drugie, patrzysz na siebie, na swoje prace, które są na przykład całkiem niezłe. W miarę obiektywnie możesz stwierdzić, że lepsze niż te od internetowego yappera. Ale tobie w życiu by nie przyszło do głowy, że przy twoim poziomie doświadczenia możesz już uczyć (a przynajmniej brać za to jakieś konkretniejsze sumy pieniędzy, czy organizować kompletne szkolenia). Pojawia się oczywiste pytanie: a może jestem kompletnym frajerem, że tego nie robię? Prosta odpowiedź to zapewne: tak. Z drugiej jednak strony, wolałbym czuć się w pełni wykwalifikowany do przekazywania wiedzy.

A jak fotki z minionego roku?
Szczerze? Jest wcale nieźle. Profesjonalnie, mimo że czas był napięty, było tego kilkadziesiąt sesji. Przeważały tematy przemysłowe, ponieważ od strony profesjonalnej najczęściej zajmuję się fotografią maszyn i instalacji przemysłowych, ale w pierwszej połowie roku wskoczył również temat portretów do kalendarza, z którego to jestem dosyć dumny, a ponieważ jeden egzemplarz wpadł mi w ręce, w późniejszym czasie może opublikuję końcowy efekt.

Amatorsko? Również sporo, choć na pewno zbyt mało było fotografii przyrodniczej, którą uwielbiam i do której chcę zawsze wracać. A tak – mieliśmy Pomroki, była Marzanna i Dziewanna, było Rozstanie, była Ula, była sesja w Studiu Muzycznym Fly z jednym z moich ulubionych ludziów, była Iwona, była Becia, były listopadowe eksperymenta ze Stajpą, podwójna, a właściwie nawet potrójna sesja z Anką – w warunkach miejskich oraz w studiu pole dance. Dodajmy do tego fotografię uliczną, w której czuję się coraz lepiej oraz fotki z pokazów lotniczych w Mielcu, które wyszły nader zacnie i… nagle robi się tego całkiem spora ilość. Dla mnie osobiście nadal za mało, ale jednak taka ilość może już budzić pewien respekt.

Co w 2026?
W 2026 na pewno więcej ruchu – street i dzika przyroda. Dalszy rozwój fotografii portretowej – ale nie nudnego pierdu pierdu. Chcę eksplorować różne style i bawić się formą, a nie robić „ładne fotki”.
Z pewnością będę pracował nad umiejętnościami obróbki, żeby wyciskać ze zdjęć maksimum. Więcej pracy studyjnej, ze światłem. Transformacja strychu w pełne domowe studio, itd.
No i wiadomo – dalsze doskonalenie warsztatu w fotografii przemysłowej, bo to najmocniej wiąże się z moją pracą zawodową i jest moją wartością dodaną w biznesie.
Oprócz tego pewnie inwestycja w nowy sprzęt dronowy, bo obecny sprzęcik był top klasa, ale 5 lat temu.
Sporo tego, nie?



Komentarze